1 » Artykuły - Zasiadki Karpiowe Total Carp Baits2

Artykuły - Zasiadki Karpiowe Total Carp Baits

Na karpiowym zlocie PSW


alt
W miesiącu październiku otrzymuję zaproszenie od kolegi Grzegorza na zlot karpiowy zorganizowany przez chłopaków z Podkarpackiego Serwisu Wędkarskiego. Woda na której mamy wspólnie łowić to prawie dziesięcio hektarowa żwirownia, nadal eksploatowana. Do nęcenia stawiam na
kulki o nucie skorupiakowej oraz mięsnej, które na szybko przygotowuję tuż przed zasiadką.  Niestety kulek skorupiakowych nie zdążyłem wysuszyć, więc postanawiam zrobić to nad wodą.
W piątek koło południa docieram nad wodę. Po przywitaniu się z chłopakami, którzy przyjechali wcześniej, zabieram się za przygotowywanie do zasiadki. Akwen odwiedzam po raz pierwszy i zupełnie nie znam dna tego zbiornika. Po sondowaniu marker ustawiam między dwoma sąsiednimi stanowiskami na głębokości pomiędzy 2,8 m ,a 3,1 metra. Przysypuję ok 5 kg kulek skorupiakowych, wracam na brzeg i z rzutu posyłam zestawy w zanęcone miejsce. Tymczasem kolega Grzesiek ma kontakt z pierwszą rybą tej zasiadki. Niedużego karpia przechytrzył w malutkim stawie pod drugim brzegiem w okolicach zaczepów – „gdzie patyki tam wyniki”. Do małego stawu tuż obok, wpływają co jakiś czas na żerowanie ryby. Grzesiek sukcesywnie zalicza kolejne dwa brania, w tym łapie niedużego amurka.
Na dużym stawie nadal cisza, sygnalizatory milczą jak zaczarowane. Chłopaki organizują przy jednym ze stanowisk zbiórkę na integrację. Wszyscy zasiadamy i prowadzimy konwersacje na tematy związane z karpiowaniem. Po jakimś czasie udaję się na moje stanowisko aby przerzucić zestawy. W momencie zakładania przynęty, na drugiej wędce mam delikatne branie. Próba zacięcia, niestety ryba po chwili spina się i odpływa. Do wieczora zaliczam kolejne branie zwięczone niedużym karpiem.
alt
Wypływam pod marker, donęcam miejscówkę, kładę zestaw i wracam na brzeg. Drugi zestaw wywożę na dalszą odległość przysypując wstępnie około 1 kg kulek. Prawie wszyscy przysypiają w namiotach więc i ja również wskakuję pod śpiwór. Nocka jak na tą porę roku bardzo ciepła, ale z powodu aktywności księżyca nie potrafię zasnąć. Po jakimś czasie odzywa się centrala, branie następuję z nowej miejscówki. Wyholowany karp nie jest duży. Ponownie przewożę zestaw w to samo miejsce i przysypuje około 1 kg kulek. Do rana zaliczam kolejne systematyczne brania, więc postanawiam sukcesywnie donęcać trafione miejsce.
alt
Kolejny dzień do południa nie przyniósł żadnych rezultatów, więc wypływam pontonem szukając kolejnych miejscówek. Okazuje się, że ryby w pewnym momencie zdradzają swój aktualny pobyt, tam też decyduję przenieść swoje zestawy. Korzystam z sytuacji kiedy to sąsiedzi ze stanowiska obok zawijają do domu i przewożę zestawy na znaczna odległość. Na brania nie trzeba było długo czekać. Od wieczora do północki zaliczam kilka wyjazdów.
alt
alt
Kolega Grzesiek również ma kontakt z ładnymi rybami z miejsca gdzie łowiłem poprzedniej nocy. O godz. około 00:00 rezygnuję z łowienia, decyduję się przespać do rana. Po nie przespanej poprzedniej nocy szybko zasypiam. Od godz. 6:00 rano zaczynam przewozić zestawy i systematycznie zaliczam kolejne brania oraz trochę spinek większych ryb.
alt
alt
Postanawiam spędzić kolejną ostatnią noc, ale już w pojedynkę. Ostatniej nocki ryby nie za bardzo chciały  współpracować dlatego mogłem spokojnie się wyspać. Nad ranem obudziły mnie kolejne brania, pożegnałem mieszkańców tej wody i zacząłem się pakować. Podsumowując na tej zasiadce zaliczam około 25 brań karpi i parę spinek. Wielkie podziękowania dla chłopaków z PSW za miłe chwile spędzone nad wodą, szczególnie za mega poczęstunek z kociołka. Życzę Wszystkim dużo zdrowia i do zobaczenia na kolejnym zlocie.

Pozdrawiam KRIS
 


 

Udana zasiadka po powodzi

Mając chwilę wolnego czasu, oraz kilka drobnych spraw do załatwienia, w miejscowości nieopodal której, znajduje się piękna 12 ha żwirownia PZW, postanawiam spędzić na niej przynajmniej jedną dobę.
Po drodze na chwilkę wstępuję do znajomego, po czym udaję się do sklepu opłacić licencje za łowienie. Warunki pogodowe z godziny na godzinę ulegają pogorszeniu. Po przyjeździe na łowisko okazuję się, że wszystkie miejsca są wolne. Wybieram brzeg nawietrzny i po krótkim rozpoznaniu dna łowiska, przystępuję do nęcenia kuleczkami własnej roboty. Próbuję zanęcić dużymi kulkami na większej odległości, lecz spore utrudnienie stanowi silny wiatr wiejący w moim kierunku. Stan wody po powodzi nadal utrzymuje się wysoki, a jej kolor przypomina błoto.
Nad wodą zjawia się mój znajomy i pokazuje mi zdjęcia z tegorocznej powodzi. Bijemy się z myślami, jak dużo ryb mogło uciec ze zbiornika podczas tej powodzi.
Niestety zbiornik jest narażony na klęskę powodziową, gdyż obok przepływa niebezpieczna podczas odpadów rzeka. Opiekunowie tej wody przeżyli już kiedyś podobny koszmar. Żwirownia była parę razy mocno zalana, przez co spora populacja dużych karpi powędrowała wraz z powodzią do rzeki. Wracając do zasiadki, temperatura powietrza drastycznie spada, co powoduje szybkie wychłodzenie wody. Mija trzecia  godzina od momentu zarzucenia zestawów, po czym następuje bardzo chimeryczne branie. Ryba podczas holu zachowuje się bardzo dziwnie i szybko ucieka w stronę brzegu. Swoją siłę pokazuje dopiero pod samym brzegiem. Po jakimś czasie w podbieraku ląduje średniej wielkości karpik.
Kolejne trzy brania notuję w środku nocy, z czego zaliczam pierwszego dwucyfrowego karpia.

Podczas kolejnego holu karp o podobnej wadze spina się tuż przy podbieraku . W godzinach porannych notuję kilka brań mniejszych ryb, oraz brania dwóch ryb w tym samym czasie.
Najwyraźniej rybki rozgościły się na dobre w łowisku, więc postanawiam przysypać sporą ilością dużych kulek. Następne brania zaczynają się po trzeciej godzinie obfitego nęcenia, kiedy to nad wodę przyjeżdża mój dobry znajomy. Po wyjściu z auta od razu  wręczam mu wędkę do rąk, gdyż następuje kolejne branie na mojej drugiej wędce.

Do godziny drugiej w nocy doławiamy jeszcze kilkanaście karpi, oraz zaliczamy spinkę bardzo dużej ryby. Nad ranem wieje bardzo zimny wiatr ze wschodu, co powoduje wychłodzenie wody w zbiorniku z 20 stopni do około 12 C. Karpie mocno odczuwają tak drastycznie spadającą temperaturę i natychmiast przestają żerować. Przez kilka godzin zaliczamy tylko cztery brania i decydujemy się zakończyć zasiadkę.
Kolejny spontaniczny wyjazd zaliczony do bardzo udanych. Ze względu na ilość wspaniałych holi ta zasiadka pozostanie jeszcze długo w pamięci. Na koniec chciałbym wyrazić szczególne podziękowania dla znajomego Jana, który odwiedził mnie podczas tej zasiadki i razem spędziliśmy wspaniałe chwile.

Pozdrawiam  KRIS



 

Anemiczne karpie

W miesiącu kwietniu otrzymuję zaproszenie od kolegi Piotra na urokliwe łowisko przy gospodarstwie agroturystycznym w miejscowości Hawłowice. W piątek o godz. 5:00 rano wstaję aby spakować wszystko co potrzebne do zasiadki. Po drodze zatrzymuję się na małe zakupy, po czym dalej ruszam na umówione miejsce z kolegą. Jadąc mam niespokojne myśli odnośnie pogody, która nie rozpieszcza, oraz zastanawiam się czy zdążyłem w pośpiechu zabrać wszystkie klamoty. Po dotarciu na miejsce moim oczom ukazuję się piękna, ciekawa, tajemnicza stara woda.
Po uzyskaniu informacji od osób przebywających na tym stawie dowiadujemy się, że był zarybiany dużą ilością karpia przez kilkanaście lat. Warunki pogodowe nie sprzyjają, wieje wschodni, zimny, przenikliwy wiatr w dodatku jest pochmurno. Taka aura towarzyszyła nam do końca zasiadki. Podczas rozbijania obozowiska dowiadujemy się, że chłopaki łowią pięknego amura. Wypływam pontonem na wodę, aby sprawdzić jak wygląda dno w tym stawie.
Wszyscy łowiący twierdzą, że najlepsze brania następują blisko przeciwległego brzegu. Sondując dno zauważamy, że ryby kumulują się na znacznej głębokości od 2,1m do 2,4 m. Jednak zestawy kładziemy przy pasie brzegowym na głębokość 1,5 m aby sprawdzić czy faktycznie są to najlepsze miejscówki. Intuicja cały czas podpowiada nam, aby jednak zaryzykować i szukać ryby tam gdzie je zauważyliśmy. Szybko zapominamy o tym kiedy melduje się nieduży karpik i po jakimś czasie następny. Przewozimy zestawy, czekamy na kolejne brania, niestety bez rezultatu do następnego dnia.
Z samego rana wypływamy przewieźć zestawy. Zauważamy, że ciągle w jednym i tym samym miejscu sonda pokazuje duże ryby w bardzo dziwny sposób ustawione. Decydujemy ostatecznie, że na próbę postawimy na głębszą wodę i tam też kładziemy zestaw. Na rezultat czekamy dosłownie 10 min, kiedy to następuje bardzo delikatne branie. Kolega Piotr niezwłocznie przycina to anemiczne branie i zaczyna holować rybę. Patrząc na wygiętą wędkę widać, że rybka będzie na pewno większa od poprzednich. W myślach mam niepokój, zestaw bardzo delikatny, ale na szczęście kolega zachowuje zimną krew, spokój i wyrafinowanie. Po chwili grubasek ląduje w podbieraku. Radość na brzegu oraz gratulację i do zdjęcia.
Ponownie wywozimy w to samo miejsce lecz niestety nadal cisza do samego wieczora. Pogoda spowodowała, że temperatura wody spadła w ciągu doby jeszcze bardziej, rybki zapadły jakby w sen zimowy. Dzwoniąc do sowich znajomych, którzy w tym czasie przebywali na innych wodach dowiaduję się, że również jest im ciężko zaliczyć jakiekolwiek branie. Znajomy Ryszard odwiedzając naszą ekipę, próbuje łapać na federka ale zauważamy, że i mniejsza rybka nie daje znaku żerowania. 
Pod koniec dnia zaliczamy niedużą rybkę i decydujemy, że trzeci zestaw  również postawimy na głębszym miejscu. Kolejne branie następuje późną nocą, znowu ze znacznej głębokości i jest to ładny karpik. Na zakończenie rano kolega doławia pięknego golca.
W sumie zaliczamy 6 karpi, w tym 3 całkiem ładne. Ochłodzenie i wschodnia aura spowodowała, że rybka nie chciała żerować, więc trzeba było mocno się wysilić. Dziękuję Piotrowi za zaproszenie i miło spędzony czas oraz pozdrawiam Mirka, który swoim humorem razem z Piotrem rozbawiali nas do łez. Kończąc tą zasiadkę jesteśmy znowu bogatsi o nowe doświadczenie; kiedy ryba nie chce współpracować, można pokombinować i zaliczyć pojedyncze brania.
alt


Pozdrawiam KRIS.


 

Późną jesienią...


Sezon 2013 dobiega końca!!!! Planowane zasiadki na zbiornikach zaporowych nie zostały należycie zrealizowane z powodu braku czasu, a także bardzo niestabilnej pogody. Ogromna ilość wody w szybkim tempie wyparowała z zaporówek. Huśtawki ciśnienia sprawiły, że rybki ciągle przemieszczały się w poszukiwaniu nowych miejsc. Namierzenie nowych potencjalnych żerowisk było nie do zrealizowania. Dodatkowo w tym sezonie matka natura nad wyraz obdarowała naturalnym pokarmem wszystkie mi znane większe i mniejsze zbiorniki. Późna wiosna nie pozwoliła wszystkim karpiom odbyć tarła, więc ryby musiały spalić ikrę. Szereg w/w czynników, nie pozwoliło w środku lata na udane zasiadki.
Tak więc nastała późna jesień, a ja chcąc sensownie zakończyć swój sezon, postanowiłem udać się nad pewną dobrze mi znaną wodę i zanęcić kilka potencjalnych żerowisk. Wiem, że pływa tutaj spora populacja karpi, dlatego szansa na branie jest spora.
Zbiornik ma około 9 hektarów, natomiast średnia głębokośc to około 2 metry.
Woda w większości porośnięta jest rdestnicą, tak więc karpie, które tutaj pływają mają pod dostatkiem pożywienia i osiągają niesamowite przyrosty.
Po wstępnej obserwacji wody, postanawiam wytypować miejsce, mieszczące się niedaleko rozległej płycizny. Do wody ląduje około 6 kg kulek własnej produkcji o nucie skorupiakowej po 2 kg dziennie na miejsce. 
W połowie listopada udaję mi się wygospodarować kilka godzin wolnego, na pierwszy krótki wypad nad wodę. Warunki pogodowe nie są najgorsze, dodatnia temperatura w okolicach plus 10 stopni, lekki wiatr z południowego-zachodu, pochmurno i ciśnienie niskie ale w miarę stabilne od 3 dni. Temperatura wody ma około 5-6 stopni, więc nie jest zbyt ciepła, co trochę mnie niepokoi.
Miejsce gdzie łowiłem trochę się zmieniło, ponieważ roślinność opadła na dno i ciężko było poprawnie umieścić zestawy. Po chwili zmagań na pontonie zestawy w końcu są wywiezione. Rozkładam fotel i z optymistycznymi myślami czekam na reakcję miśków. Zrywa się mocniejszy wiatr, który daje się we znaki przenikliwym zimnem. Postanawiam, że najlepszym wyjściem z tej sytuacji będzie schronić się w aucie. Jak pomyślałem tak też robię. Włączam radyjko i zabieram się za kanapeczki, aż tu nagle w aucie roznosi się dźwięk centralki.
Branie jest bardzo delikatne, wskazujące na to, że na zestawie powiesiła się jakaś wygłodniała zarybieniówka. Po podniesieniu wędki czuję, że ryba stoi w zaczepach. Na szczęście po chwili wychodzi, więc zaczynam holować ją do brzegu. Cała akcja trwa nie więcej jak 5 minut. Karpik jest słaby i jakby odrętwiały. Sprawia wrażenie jakbym wyrwał go z zimowego snu. W środku lata rybki z tej wody potrafią prostować wędki aż miło i nieźle zmęczyć wędkarza.
Robię jeszcze pamiątkową fotkę jesiennemu amatorowi kulek proteinowych, spryskuję ranę po haczyku i puszczam ostrożnie do wody. Po kolejnej wywózce sytuacja się powtarza; kolejny amator protein pozwala się wyholować z zaczepu i po krótkim holu ląduje w podbieraku.
Ten krótki wypad nad wodę dodał mi ochoty do działania, co zaowocowało kolejną, nazwijmy to ekspresową zasiadką, na której również wyholowałem kilka rybek.

Podsumowując, nawet późną jesienią, gdy woda sprawia już wrażenie jakby miała lada chwila zamarznąć, warto spróbować swoich sił i zamiast siedzieć w domu przed tv, warto udać się nad wodę.
Niestety końcem listopada zbiornik okrył się warstwą lodu i musiałem nieco przedwcześnie zakończyć swoje wypady. Mimo to uważam listopad za bardzo udany i cieszę się, że udało mi się skusić karpie do brania w tak ciężkich warunkach.
z pozdrowieniami Kris


 

Dziewiczy i najstarszy

Wraz z kolegą Hubertem zaplanowaliśmy dwudniową wyprawę nad wodę, gdzie wczesną wiosną tego roku zaliczyliśmy mnóstwo rybek. Termin wypadał na koniec sierpnia.
Przed zasiadką robię mały rekonesans. Łowiąc przez około 8 godzin, zaliczam 4 brania. Niestety nie udaje mi się wyciągnąć największych ryb, z powodu obficie zarośniętego zbiornika. Hol z pontonu w takich warunkach w pojedynkę na dodatek w nocy, jest bardzo uciążliwy.
Ten wynik zdaje się potwierdzać fakt o dobrze wytypowanym i odpowiednio zanęconym miejscu, które przekonało do żerowania dość wybredne karpie jakie tutaj pływają. Ogromna ilość naturalnego pokarmu o tej porze roku powoduje, że ryby nie są łatwe do przechytrzenia.
Gdy przychodzi dzień zasiadki, wspólnie z Hubertem obieramy strategię nęcenia małą ilością kulek, w niezbyt zarośniętym miejscu, tak by podczas holu mieć przewagę nad większym karpiem.
Moje zestawy lądują niedaleko brzegu, przy zarośniętej, wcześniej nęconej miejscówce. Kolega Hubert wywozi znacznie dalej na odległość około 120 m.
W nocy zaliczam ładne branie dużego karpia, ale niestety przypon strzałowy nie wytrzymuje i karp zrywa zestaw w roślinach... U kolegi następuje odjazd niedużego karpia, który mimo próby holu z pontonu się wypina. Do rana wyciągamy jeszcze kilka mniejszych ryb.
W sumie po nocy zaliczamy sześć brań, z czego cztery nieduże karpie, udaje nam się wyholować.
Rano nie budząc kolegi, zwijam swoje wędki i na jakiś czas wracam do domu. Około godziny dziesiątej rano, dzwoni mocno podekscytowany kolega i mówi, że ma chyba tego najstarszego... Po przyjeździe nad wodę, okazuje się, że prawdopodobnie jest to karp z pierwszych zarybień, które miały miejsce około 10 lat temu. Pyszczek czyściutki, bez żadnych starych ran, karp ma kolor ciemny, jest długi, tak jakby samiec. Na pewno przechytrzył nie jednego wędkarza, skoro przez 10 lat nie trafił na haka.
Z opowieści kolegi wynikało, że hol ryby, był dość długi i bardzo ekscytujący. Karp był w spaniałej kondycji i nie dawał za wygraną.
Nasze wspólne przemyślenia i kombinacje zaowocowały tym, że po raz kolejny udało się przechytrzyć i wyholować ładną rybę.

z pozdrowieniami Kris & Hubert


 

Z marszu na zaporówce

 

Początek czerwca tego roku był jak dla mnie najgorszym okresem na łowienie karpi. Zmienna pogoda, skoki ciśnienia, ulewy oraz niezbyt wysoka temperatura, spowodowała, że ryba była całkowicie zdezorientowana. Kontaktując się z kolegami po fachu, wszystko wskazywało na to, że trzeba będzie poczekać na lepszy moment i chwilowo odpuścić nęcenie na zaporówkach.
Jednak siedząc w domu ani przez chwilę nie przestaje myśleć o mojej ukochanej i urokliwej wodzie, jaką jest jezioro Solińskie. Otrzymuję zaproszenie od mojego dziadka na jego działkę nad Soliną. Oczywiście nie odmawiam. Z uśmiechem na twarzy  pakuję wszystkie swoje graty i wyruszam do celu.
Po dotarciu na miejsce okazuje się, że stan wody jest dość wysoki. Zatoka wygląda przepięknie; zalana podwodna roślinność oraz krzaki,  mnóstwo naturalnego pokarmu w postaci malutkich ślimaków oraz dużych małży. Po krótkiej analizie, z brzegu wybieram miejscówki zbadane w okresie jesiennym, kiedy to obecnie zalana zatoka była bez wody. Markery ustawiam w dwóch miejscach na głębokości 2 i 3 m tuż obok bujnej roślinności sięgającej do 1,5m od lustra wody.
W miejscach, które wytypowałem, na dnie zalega niewielka warstwa mułu. Miejscami daje się zauważyć jakby dziury pozostawione po wcześniejszym żerowaniu karpi. Wszystko wskazuje na to, że ryby dość często powinny odwiedzać małą zatokę z w/w powodów.
Wywożę zestawy,  podsypując dosłownie po garści kulek na każdy zestaw i udaję się na ulubiony posiłek, który serwuje dziadek. Cały wieczór spędzamy w bardzo dobrej atmosferze. Po godzinie 23 mam branie. Karp rusza ostro w głąb roślinności i tam parkuje. Wskakuje na łódkę i płynę w kierunku ryby, aby wyciągnąć ją z zaczepów. Po kilku minutach ryba rusza,  przedzierając się przez kolejne kępy wywłócznika.
Podciągam miśka do powierzchni, wkładam go do podbieraka i szczęśliwie płynę do brzegu. Po zważeniu proszę brata, by zrobił mi na szybko dwa zdjęcia. W tym czasie przypominam sobie prośbę mojego synka; „Tato jak złapiesz karpia, to mi go pokażesz?”. Nie mając wyboru spryskuję niewielką ranę po haczyku środkiem odkażającym i ostrożnie wkładam rybę do worka, aby jutro móc pokazać ją synowi.
Przewożę zestaw w to samo miejsce, ale niestety do rana cisza i tak przez kolejną dobę. Po konsultacji z kolegą okazuje się, że ciśnienie drastycznie zaczęło spadać, a następnie ponownie wzrosło, co przełożyło się na zanik żerowania.

Częściowo strawione i pokruszone małże wydalone przez  karpia
Podsumowując, wypad rekreacyjny był bardzo udany. Mile spędzony czas z rodzinką i ładna ryba złowiona z marszu, zrekompensowała nerwowy czas oczekiwania na dłuższe zasiadki. Mam  nadzieje, że wkrótce nadejdzie stabilizacja w pogodzie i zaplanujemy tygodniowy wypad na tą piękną wodę.
 
Pozdrawiam! Kris



 

Pozimowe rozterki

To była trudna decyzja, chyba najtrudniejsza od lat jaką musieliśmy podjąć z moim kolegą Krzysztofem, a mianowicie gdzie udać się na weekend majowy 2013r.?
Zbytecznym wydaje się być opisywanie tego co czuje każdy karpiarz po długiej, mroźnej zimie, wieczorach pełnych refleksji i przemyśleń. Serce podpowiadało Solina lub Sieniawa, dwa dzikie zbiorniki zaporowe, na których uwielbiamy łowić karpie, gdzie satysfakcja ze złowionej ryby jest największa.
Rozum sugerował coś zupełnie innego, coś skrajnie przeciwnego, znacznie mniejszy i płytszy zbiornik. Powodem naszych rozterek była wiosna, która w tym roku zawitała do nas znacznie później niż zwykle.
Podjąwszy już decyzje wybraliśmy łowisko dziewięcio hektarowe, trudne technicznie choć obfitujące w waleczne karpie. Gospodarzem tego zbiornika jest PZW, który należycie się nim opiekuje od dziesięciu lat. Regularne, coroczne zarybienia i częste kontrole Straży Rybackiej oraz Społecznej spowodowały, że ryby pływające w tym zbiorniku doczekały pokaźnych rozmiarów, jak na tak krótki okres bytowania w tej wodzie.
Trudne warunki spowodowane nadmierną ilością roślinności tej twardej jak i zarazem miękkiej sprawia, że niejeden karpiarz wraca do domu "o kiju". Bardzo duża ilość pokarmu naturalnego powoduje, że karpie nie mają konkurencji pokarmowej i aby je przekonać do naszych przynęt, rozpoczęliśmy trwające blisko trzy dni obfite nęcenie, wyłącznie kulkami proteinowymi własnej produkcji.
Oprócz ogromnej chęci złowienia pierwszych wiosennych karpi, chcieliśmy także w końcu sprawdzić w praktyce nasze zimowe przemyślenia odnośnie naszych przynęt, strategii i zestawów.
Kolega Krzysztof, który doskonale zna ten zbiornik, nie wytrzymując napięcia wyrusza na rekonesans.
Pierwsza krótka zasiadka w piątek trwająca cztery godziny przyniosła pięć brań, z czego cztery sztuki po emocjonujących holach trafiają na matę karpiową. Po odhaczeniu i odkażeniu ran pozostałych po hakach, karpie bezpiecznie wracają w znakomitej formie do wody.
Druga zasiadka trwająca osiem godzin przyniosła dwanaście brań, z czego udało się wyholować siedem ryb. Karpie rozkręciły się na dobre więc kolega dosypuje spore ilości naszych kuleczek i kończy próbne krótkie zasiadki z bardzo dobrym wynikiem.
Trzecia już nasza wspólna zasiadka trwająca tym razem trzy doby przynosi kolejne piękne brania karpi tych mniejszych jak i największych zamieszkujących ten zbiornik. Radość i satysfakcja z niesamowitych, energicznych, seryjnych wyjazdów sięga zenitu. Waleczne grubaski wchodzą w nasze miejscówki robiąc niezłe widowisko na całym zalewie, powodując niestety zazdrość i zawiść miejscowych wędkarzy, którzy to mają jeden cel co do wszystkich ryb "co na haku, to w plecaku..."

Podsumowując, zużyliśmy ponad 12kg kulek i mieliśmy łącznie trzydzieści sześć brań naszych kochanych milusińskich, z czego dwadzieścia osiem trafiło na matę. Był to dla nas piękny weekend majowy i na pewno powtórzymy zasiadkę niejednokrotnie na tym zbiorniku. Wszystkie nasze wspólne do tej pory przemyślenia odnośnie przynęt, zestawów i strategii przynoszą znakomite rezultaty. Z niecierpliwością czekamy na kolejny już zaplanowany wyjazd, tym razem na zbiorniki zaporowe. Postaramy się aby był znowu udany i przyniósł wiele bezcennych, niezapomnianych wrażeń.
Pozdrawiamy i życzymy wiele udanych zasiadek wszystkim pasjonatom karpiarstwa i do zobaczenia wkrótce.
 
Hubert i Kris


 
Przejdź do strony głównej